SCK

Cecylia Wróbel

Cecylia Wróbel jest studentką drugiego roku grafiki artystycznej w Akademii Sztuki w Szczecinie. Rysuje od dziecka, od kilku lat stara się zajmować grafiką cyfrową i dąży do tego, a by w przyszłości pracować jako grafik w branży gier.

Jadwiga Sikorska

Ryszard Baloń - SSMSP BRAMA

Co magicznego jest w małej formie graficznej? Co szczególnego jest w dużym formacie? Jakie cechy wiążą te dwie dziedziny twórczości? Jak funkcjonują obok siebie? A może nie powinny? Na te pytania nie ma łatwej odpowiedzi. Wielka grafika, formatem napiera, atakuje, przytłacza i zniewala niejako. Można by rzec: krwią duszy wrażliwej widza żywi się i  niekiedy drwiąc z niego, cicho chichocze. Bo wie, że ma silny przekaz, przekaz trafny i umiejętnie zaaranżowany przez zmyślność nie tylko artysty, ale też wielu „popychaczy” takiej sztuki. Zwarte w mocnym szyku piękne do bólu mezzotinty, wymieszane z komputerem akwatinty, wyskrobane z płyty, niekiedy już dziurawej, piękne światła, patrzą na widza drwiąco i wiedzą, ze ten i ów niewiele z tego wie. Mają jednak zagorzałych zwolenników a i wroga i to srogiego.  Całe wielkie otoczenie z przestrzenią publiczną, zgiełk artystyczny i miernotę a także sąsiednie grafiki, oto konkurencja, której rezultaty mogą zabić to, co słuszne i prawdziwe. Wielka forma dobra jest do skojarzeń z przestrzenią, która organizuje się sama. Jest jak kosmos samozorganizowana. Widz może tam być, albo nie być. Wielka grafika jest.

Miniatura graficzna już została w tym marszu w tyle i zajmuje przestrzeń kameralną. Mimo to jest przekonana o swojej sile. Wie, że na swojej maleńkiej powierzchni może zmieścić równie wiele ważnych spraw z doczesności, jak ta wielka. Jest przede wszystkim wolna od konieczności walki o byt w przestrzeni wizualnej. Fakt, potrzebuje dobrej obwoluty. To jest niezaprzeczalne.  Z tego bierze się też swego rodzaju komfort widza, właściciela miniatury, który zamkniętą w określonym polu kompozycję rozstrzyga przez lata na różne sposoby. Sam czasem nie wie, czy słusznie. Nieustanne bowiem rozstrzyganie jest czynnością znaczącą samą w sobie. Miniatura więc, a w szczególności ekslibris, mogą stanowić pewnego rodzaju pułapkę intelektualną, bawiąc, denerwując, zastanawiając, ciesząc i smucąc zarazem.  Jeśli artysta zastosował odpowiednie techniki, a w formach zaklęte zostały słowa, które cicho szepczą swe prawdy widzowi na ucho, może zaprzeć dech w piersiach. I często zapiera. Trochę żal, ze ostatnio jest mniej chciana. Ale jest i patrzy na nas z okien wystawowych wielu galerii. Niektóre także jak czarne dziury wśród gwiazd potrafią widza wciągnąć w bezkres rozważań, niekiedy już tylko z samym sobą.

Moje miniatury, tworzone od czterdziestu pięciu lat, nauczyły mnie wszystkiego o grafice. Zmusiły do zgłębienia wszystkich znanych dotąd technik graficznych oraz trudnego warsztatu i technologii. Rozpocząłem moją przygodę z grafiką w 1974 roku, wykonałem wówczas pierwszy ekslibris do moich książek. Szybko zrozumiałem, że miniatura, a w szczególności ekslibris wymaga ode mnie specyficznego podejścia do rozwiązywanego zadania zwłaszcza, w obliczu postawionych wymagań przez adresata. Pomogły mi w tym techniki metalowe. Obecnie pracuję głównie w technice suchej igły. Ciągle modyfikując warsztat graficzny próbuję wydobyć formę oraz opisać treść kreską. Czy słusznie, pozostawiam ocenie Państwa.

                                                                                                                      Ryszard Baloń

Natalia Leszczyńska grafika MDK

Ryszard Baloń i MDK - Międzynarodowa Wystawa Exlibrisu Współczesnego